Jak Bóg sprawił, że rak z przekleństwa stał się dla mnie błogosławieństwem

We wrześniu 2010 r. zaczęłam odczuwać bardzo silne bóle w klatce piersiowej. Wcześniej miałam wykonywane 2 biopsje piersi, które nie wykazywały niczego niepokojącego.

Myślałam, że może to przejściowe dolegliwości i pewnie zlekceważyłabym je zupełnie gdyby nie spotkanie z pierwszym aniołem na mojej drodze pacjenta – lekarzem o wielkiej empatii i serdeczności. On to podważył poprzednie źle przeprowadzone badania i tak rozpoczęła się moja poszerzona diagnostyka. Już wtedy odczuwałam niesamowite prowadzenie przez Boga, gdyż miałam tak wielki pokój w tym wszystkim i całkowity brak strachu czy obawy. Po miesiącu „mój” cudowny doktor przekazał mi przykrą wiadomość tj. rak złośliwy piersi. Zrobił to w tak piękny sposób, że ja nie mogłam odwdzięczyć mu się za to w inny sposób jak tylko mówiąc, że sam Pan postawił mi go na drodze i dziękować mu za tyle okazanego serca i taktu uspakajając go świadectwem o dobroci i miłosierdziu Boga Żywego. Po wyjściu z gabinetu lekarskiego jedna, jedyna łza popłynęła mi z oka na myśl o tej strasznej diagnozie ale też od razu usłyszałam gdzieś w sercu „bądź mężna i odważna, a ja wszystko dobrym uczynię”. Od razu skontaktowałam się, jak się okazało, z drugim aniołem na mej drodze, wspaniałym chirurgiem-onkologiem z IO w Gliwicach, który zaopiekował się mną w sposób zupełnie niestandardowy tzn. z troską, serdecznością. Przechodziłam wtedy mniej lub bardziej inwazyjne badania mające przygotować mnie do operacji. Podczas omawiania procedur leczenia i rokowań miałam okazję nie raz dzielić się z tymże lekarzem świadectwem z działania Boga w moim życiu a teraz  szczególnie podczas choroby. Najwspanialszą rzeczą był fakt, iż byłam tak rozradowana, pełna pasji w opowiadaniu o Jezusie, że usłyszałam „p. Danko, ja też chciałbym mieć taką wiarę”. Pan powoli przygotowywał mnie do służby wśród pacjentów niosąc im pociechę i nadzieję, wykorzystał moje umiejętności zawodowo-terapeutyczne.

Słyszałam kiedyś od pewnej osoby, że Bóg już dziś nie przemawia do człowieka jak dawniej, a ja podważam to myślenie. Otóż Bóg jest wczoraj, dzisiaj i jutro taki sam, z tą samą mocą ozdrowieńczą, z tym samym miłosierdziem dla swoich dzieci, trzeba tylko słuchać i oczekiwać Jego głosu. Pewnego dnia, jeszcze podczas diagnostyki, leżałam w rezonansie piersiowym i modliłam się bardzo żarliwie do Boga, z całej siły i serca o uzdrowienie, wiedziałam przecież, jako świadoma pacjentka, jak wiele kobiet umiera na raka piersi. Tak więc gdy wołałam do Pana usłyszałam słowa „uzdrowienie przez drzwi”. Ponieważ podczas tego badanie jest wiele hałasu, myślałam, że się przesłyszałam poprosiłam więc aby Stwórca, jeśli to był On, jeszcze raz powiedział do mnie te słowa pośród tego zgiełku… i wyobraźcie sobie, że znów je usłyszałam. W tejże chwili byłam w takim szoku, że nie rozumiałam ich znaczenia dla mnie, dopiero gdy studiowałam Słowo, a praktycznie z Biblią nie rozstawałam się w ogóle, dotarło do mnie, że Pan Jezus to moje osobiste drzwi, przez które przyjdzie moje uzdrowienie z łaski Ojca. To jeszcze bardziej umocniło mnie w przekonaniu jak Pan mnie osobiście kocha, że przyznaje się do mnie swego dziecka i troszczy się tak bardzo.

Po operacji nadszedł czas żmudnej i długotrwałej radioterapii i znów był to dla mnie cudowny okres codziennego dzielenia się EWANGELIĄ wśród pacjentów i radioterapeutów. Gdy widziałam co dnia te tysiące pacjentów bez nadziei, ze strachem przed śmiercią, który Bóg w tak cudowny sposób mi zabrał, nie mogłam milczeć i zwiastowałam jako współpacjent – psychoonkolog, będąc jednocześnie wiarygodną gdyż byłam ich „wspólnikiem” w niedoli. Pan pomimo zmęczenia i wycieńczenia trawiącymi terapiami dał mi ponadnaturalną siłę i radość, którą mogłam zarażać innych. Cieszyłam się każdą rozmową, każdą osobą stawianą mi na drodze i chociaż wielu z tych ludzi odeszło:( mam poczucie dobrze spełnionej służby dla Królestwa Bożego. Chwała Panu, że przekleństwo jakim jest choroba onkologiczna obrócił On w błogosławieństwo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! To był najszczęśliwszy okres w moim życiu bo mogłam służyć i nieść Dobrą Nowinę ludziom.

P.S. Do dziś gdy jadę na badania kontrolne zawsze stawia mi na drodze Bóg kogoś, komu mogę pomóc dzieląc się po prostu Miłością Bożą.

Danka